Polska piłka w tabelkach - ranking UEFA

Ekstraklasa

Sezon 2017/18 rozpoczęty na dobre. Do pucharów dochodzi Ekstraklasa

Ekstraklasa wróciła. Ja, przy tych krótkich przerwach między sezonami, a tym bardziej gdy w najlepsze już bawimy się w europejskie puchary, aż tak za nią nie tęsknię. Ale skoro już gra, to oczywiście obejrzę. W Wiśle Płock ostatnio działy się dziwne rzeczy i historia pokazywała, że niekoniecznie musi to wpływać na boisko. Tym razem jednak ci zawodnicy, a zwłaszcza Furman, nie uciekną od tego. Zagrali tak beznadziejnie, że nikogo na pewno do siebie nie przekonali. Drugi gol to kuriozum - oddaję Lechii, że ładnie rozegrała stały fragment (jak i wiele innych akcji), ale na pewnym poziomie niektóre rzeczy nie powinny przechodzić. U nas jaja były już od samego początku. Zaczęło się więc śmiesznie/żałośnie, a potem było niestety dość nudno. Nawet Lechia, która potrafiła już odpuszczać w komfortowej sytuacji i ocierać się o stratę punktów, tym razem nic nie wywinęła i może mieć jedynie do siebie pretensje, że trafiała prosto w Kiełpina zamiast do bramki w drugiej połowie.

Bardzo mało zmieniła się Pogoń Szczecin. Jest nowy, dobry bramkarz - to akurat świetna wiadomość. Hołota, powiedzmy, może jakoś wypełnić lukę po Matrasie. Ale ten zespół nie jest silniejszy niż był, brakuje mu obrońców i jeszcze kogoś konkretnego do ofensywy. Gdy brakuje Delewa i Frączczaka, to nawet dobra gra Gyurcso i Korta to niestety za mało. Wisłę można mocno chwalić za pierwsze minuty, oglądało się to znakomicie. W okresie przygotowawczym kombinowali z taktyką, przegrywali nawet sparingi z drużynami z niższych lig, ale powrót do starego ustawienia w Szczecinie doskonale się sprawdził. Większa liczba Hiszpanów w składzie na tę chwilę nie wygląda na osłabienie, choć na pewno inaczej się ocenia Carlitosa, a inaczej Cuestę. To na razie pierwszy mecz, a poza tym Wisła w miarę upływu czasu trochę spuściła z tonu. Pogoń może być rozczarowana, ale chciałbym, żeby mieli jakieś podstawy do większych ambicji, a sama osoba trenera Skorży prawdopodobnie nie odmieni wszystkiego od razu. Nie jest wykluczone, że już dziś zasłużyli na więcej niż wynik 1:2, ale kiepski początek sporo ich kosztował i potem ciężko było już z tego wyjść.